2011
Mar 
22

Imprezy

POZOSTAŁE OFERTY

SYLWESTER, HUBERTUSY, PRZEDSZKOLE DLA ŹREBAKÓW

Ponieważ każdy Sylwester to rozpoczęcie czegoś zupełnie nowego, tak więc każdy w jakiś sposób ma ten okres zapamiętany – dobrze, może jeszcze lepiej… Nowy Rok tak dla Was jak i dla nas jest czymś osobistym, więc nie ma o czym się rozpisywać…

Powiało sentymentem? Hmmm… Nieee :-)

Po prostu trzeba go doświadczyć z bliską sercu, zaufaną osobą, trzymaną w ramionach, siedząc przy ognisku w Borach i cieszyć się tym!!! :)

A MY SERDECZNIE WAS DO TEGO NAMAWIAMY :) .

W tym roku Sylwester wypada wcale nie najgorzej – przed weekendem :) !

Tak więc opisujemy moduł podstawowy, choć można przyjechać dużo wcześniej :)

Środa: przyjazd wieczorkiem, wymorodwani po pracy i podróży zostaniecie zakwaterowani i czas do kolacji… a po niej peeełna integracja :) . Podzielimy się również od razu na dwie grupy w zależności od umiejętności i rozpiszemy konie na czwartkową jazdę. Potem bawimy się jak zwykle z umiarem :) , mając na względzie przecież jutrzejszy wieczór, noc i poranek :) .

Czwartek: Wstajemy bardzo powoli, ostrożnie i w ogóle robimy wszystko szeptem :) . Na śniadanko zaprasza para mistrzów kuchni: naprawdę nie jestem w stanie wypisać rzeczy, które będą do zjedzenia a Wy nawet po przeczytaniu nazw nie uwierzylibyście, ze to się je :) . Ale żeby nie było tak błogo i sielankowo mamy jeszcze w planie jazdy! Przed południem każdy sobie wsiądzie na maneż i około 1300 wracamy do nabijania brzucha przed wieczorną wyprawą! A będzie kupa roboty… z przewagą kupy (jak mawia starszyzna szczepu) :) .

Jedzenie standartowo obłędne i praktycznie bez przerw na stołach, a o 2100 wychodzimy do koni i robimy wyprawę w nocny teren! Rewelacyjna przygoda i zdecydowanie niepowtarzalne przeżycie! Jazda leżąc na końskim grzbiecie, podziwianie gwiazd, pochodnie… sami zobaczycie :) .

Przed północą kończymy jazdy i pozostałe pół godziny przeznaczamy na przygotowania do powitania Nowego Roku!

A impreza Sylwestrowa trwa od zakończenia jazd aż do ostatniego zawodnika :) . Zapewniam wyśmienite jedzenie, ogromne ilości szampana, pokazy sztucznych ogni i dooobrą muzykę…

Pitek: No cóż… nie ma pośpiechu, konie poczekają na Was, a co się odwlecze to nie uciecze hehe. Czeka nas cudowne powitanie kulinarne i bez względu na pogodę oraz samopoczucie ruszamy do koni! Przed nami oczywiście wyprawa w głąb Borów, gdzie dotrzemy aż do „rezerwatu bobrów”, miejsca zupełnie odludnego, dzikiego… tam czekać na nas będzie druga grupa, niewielkie ognisko i… no cóż, znów żarcie :) . Po posiłku zmiana jeźdźców na koniach i droga powrotna do Ośrodka…

Koniec całej imprezy przewidujemy na około 17.00.

Pozostałe dni odbywać się będą w swoim stałym rytmie :) , z tym, że w sobotę pośpimy zdecydowanie dłużej :) .

W niedzielę niestety koniec przygody, ale wiem, że z większością z Was zobaczę się znów za rok :)

Pozdrawiam

Marek

Jeśli mimo wstępu się nie zraziliście, to może poniższy opis sprawi, że nad wyjazdem podumacie tak na wszelki wypadek jeszcze chwilkę dłużej :)

Tak więc z przyjemnością przedstawiam Wam propozycję spędzenia tego dość świątecznego czasu z nami – sierściuchami :) .

 

A może ktoś ma ochotę na kulig bez sanek? DLA NAJTWARDSZYCH

Generalnie używamy również sanek… Ale po co ? Kiedy widać, że tak też jest fajnie :) :)!

 

 

Hubertus!

Jest to święto, o którym można poczytać sobie na stronach internetowych J…

Nim do nas zawitacie, chciałbym, żebyście wysłuchali pewnej opowieści…

Piątek

Przyjechali z różnych stron. Nie wiem, czym się zajmowali, ani co robili na co dzień, ale teraz łączyła ich jedna myśl – ZŁAPAĆ!

Jakkolwiek nie brzmi to dumnie, to miłym jest fakt, że są idee, które jednoczą – choćby idea mordu małego rudego… kuszące – choć trochę szkoda, że to ja.

Wieczór był mglisty. Zjeżdżali się do ok. 21. Kiedy wreszcie wszyscy dotarli zasiedliśmy do stołu. Oczywiście pochłonęli wszystko… cóż – to właściwie już tradycja.

Wtedy jeszcze nie wiedzieli, że nie powinni się tak najadać – peszek. Nim dobrze się rozsiedli padło trochę nieprawdopodobne „do koni”. Padło jeszcze parę innych komentarzy z różnych stron, ale to ma być optymistyczne opowiadanie, więc nie przytoczę J.

Wyszli. Noc była ciemna jak cholera. Nów. Diabli nadali. Cóż, jest ryzyko, jest zabawa J. Poszli do koni, niezbyt pewni, czy to dobry pomysł – czyj to pomysł w ogóle? Gdyby wiedzieli to co ja… ale nie wiedzieli. Rozpoczęło się tradycyjne zamieszanie w stajni ale po chwili wszystko szło pełną parą. W miłej atmosferze podprowadzania sobie kopystek i podcinania puślisk rozpoczęła się ich pierwsza jazda… Potem, nocą, ogień w kominku, blask świec, muzyka i zapach pieczeni. Powoli, ciszej, przytulniej… do końca.

Sobota

Jazda rozpoczęła się ok. 11. Wszyscy wiedzieli, co robić. Każdy ruch był zaplanowany, każdy krok świadomy. Z przyjemnością obserwowałem, jak z pozornego zamieszania wyłaniała się w szybkim tempie gotowa do jazdy grupa myśliwych. Byli dobrzy. Widać było na ich twarzach napięcie zbliżającej się pogoni. Przyda się Wam ten teren – pomyślałem obserwując oddalająca się grupę. Byli w dobrych rękach – powinni przeżyć. Ale przecież nie można mieć wszystkiego, więc przestałem się już tym trapić. A na mnie czas…

Nadjechali ok. 14… wszyscy już wiedzieli, czego się spodziewać, więc bez specjalnych wstępów zaczęli szukać „lisa”… siedziałem na „Skręcie” niedaleko i przyglądałem się jak wszyscy jeźdźcy uważnie przeczesywali las.

Byli już blisko. Nie było już specjalnie mowy o dalszym ukrywaniu się… Ciśnienie krwi uderzyło w tętnice – za chwilę się zacznie. Skręt wyczuwając napięcie nerwowo zaczął się wiercić, przestępować z nogi na nogę… przenoszę ciężar. Niemal tona mięśni drgnęła nerwowo i ruszyła pode mną. Uwielbiam ten stan. Pierwszy jeździec już nas zobaczył. Rozległy się okrzyki, wszystko na chwilę zamarło i… zaczęło się. Tamci ruszyli, jeszcze w pewnej odległości, ale już mogłem rozpoznać twarze. Skręt nie czekał. Ruszył im naprzeciw, najpierw powoli, potem z kroku na krok coraz szybciej. Adrenalina pompowana do organizmu wprawia w stan napięcia, dzikości i radości. W pełnej prędkości minęliśmy rozszalałą, galopującą nam naprzeciw grupę jeźdźców. Zarówno oni jak i ich konie nie spodziewały się ataku frontalnego i gładko pomiędzy nimi przejechałem. Lekki ruch, tona mięśni wbiła kopyta w ziemię i znieruchomiała – mój koń czekał na dalsze polecenia.

Zaskoczeni myśliwi rozpoczęli zakręt dużym łukiem. Nie wyglądało to wesoło. Niektórzy wyglądali, jakby skręcali w prawo, podczas gdy ich konie zdecydowanie śmigały w lewo i odwrotnie… Cóż… Ale dwa razy się nie nabiorą… Poza tym widziałem na twarzach niektórych, że drugi raz nie zjadą z drogi… Oni pewnie nie J, choć pewnie powinni spytać swoje wierzchowce.

Zaczęło się na dobre. Ruszyliśmy. Rozpędzone stado koni grzało pełną parą. Nawet dla nich stało się jasne, o co chodzi. Łoskot kopyt uderzających w ziemię, ich ciężki oddech, gra mięśni pod sierścią. W takiej chwili mięśnie bardziej przypominają błyskawicznie poruszające się stalowe pręty. Arcydzieło. Pełny galop, gwałtowna zmiana kierunku i znów część koni poszła w pole.

Zamknięcie oczu daje uczucie lotu, wściekłej prędkości. Chwila samotności w dzikiej pogoni. Powietrze gęstnieje wokół twarzy. Nie ma pościgu – cisza, oddech, dzikość serca, ciemność. Nagle wszystko wraca. Tuż, tuż, na 5-tej grzeje pełnym ciągiem myśliwy. Dwie długości ręki i dosięgnie lisa… Mam jeszcze parę niespodzianek. Skręt gwałtownie odbija w lewo i natychmiast staje. Ręka oddala się z zaskoczonym właścicielem. Inny rwie prosto na nas… w nasz bok. Sygnał i znów mój wierzchowiec pokazuje, jak niewiele znaczy jego masa. Ziemia się rozdziera pod wściekłym naciskiem kopyt i jesteśmy w pełnym biegu. Lekki łuk w lewo i wszyscy znów zostali z tyłu. Gonitwa trwa.

Podczas zwrotów, manewrów i dzikich zmian prędkości zaczęły się wyłaniać dwie postacie. Mężczyzna, trochę z tyłu po prawej. Twarz zmęczona, zacięta – nie spocznie – nie podda się. Ma plan… Ale… jego gniady koń wyglądał, jakby już mu przestawało zależeć na zdobyczy. Nie był groźny. Druga postać. Galopująca tuż przy mnie z lewej, drobna, smukła kobieta, tak dynamiczna w decyzjach i ich egzekucji, że jej srokaty, krępy koń nie miał czasu na nic, poza ich natychmiastowym realizowaniem. Ich doskonałe zgranie i wspólne zrozumienie przykuło moją uwagę i sprawiło, że wszystkie emocje jakby zawisły, ugrzęzły w gęstniejącej mgle przedstawiając tą dziką parę w zwolnionym tempie. Widziałem, jak kobieta oddycha z dużym wysiłkiem, nie zwracając na zmęczenie w ogóle uwagi. Twarz miała pełna dzikości i pasji. Zaciśnięte na wodzach dłonie – skupienie, determinacja. Emocje bijące się o prym w rysach jej twarzy – śmiech, adrenalina, radość, brak tchu, lęk, prędkość. Wiem, co czujesz, pomyślałem. Wtedy jej spojrzenie oderwało się od lisa na moim ramieniu i przeniosło lekko w prawo. Cień przeleciał po jej twarzy i zrozumiałem. Nie doceniłem mężczyzny po prawej. Nim cień na jej twarzy ukształtował się w ostrzeżenie, już z pełnej prędkości zacząłem hamowanie. Skręt natychmiast wykonał polecenie i ziemia eksplodowała mu spod kopyt w górę, kiedy po prostu wrył się i znieruchomiał. Nie było miejsca na ucieczkę w bok. Przelatujące w pełnym galopie po bokach oba konie musnęły moje strzemiona. Poczułem szarpnięcie na ramieniu i zobaczyłem oddalającego się myśliwego z ręką tryumfalnie uniesioną w górę… w dłoni trzymał lisią kitę, która już nie należała do mnie…

Radość, skrajne zmęczenie, ciężki oddech spoconych koni, odpuszczające ciśnienie, zwolnienie, spokój… to była fantastyczna walka, będę za tym tęsknił.

W przyszłym roku to tamten będzie lisem J.

Wieczór był genialnym uzupełnieniem i zamknięciem dnia.

Przy potężnym ognisku, w towarzystwie nas samych i naszych koni czas spędzało się naprawdę bajkowo. Wydawało się, że myśliwi również poczuli się szczególnie – byli w innym świecie, na odległej wyspie, gdzie czas biegnie… inaczej…

Niedziela

Wstali jeszcze u nas. Świat jesieni i smutnych drzew zawsze działa nostalgicznie, toteż nie mogło być inaczej, niż wybrać się do lasu.

Podczas 2 godzinnej podróży do najpiękniejszych miejsc w Borach wszyscy w ciszy i spokoju zachwycali się pięknem późno-jesiennego lasu. Zapach ziemi szykującej się do snu, liście szeleszczące pod kopytami, strumień, który bajkowo szumi bobrom na dobranoc… to wszystko już za nami…

Wiem, że myśliwi tu wrócą – zżyliśmy się trochę. My z nimi, mam nadzieję – oni z nami. To miejsce żyje nimi, dla nich…

Znacie ich? Wiecie kto to? Mam nadzieję, że do zobaczenia ;)

STRONA W PRZYGOTOWANIU – CZEKAJCIE NA ZDJĘCIA I DALSZE ZMIANY :) :):)


Rajdy konne, jazda konna, natural is better